5 pytań matki w IT i jak na nie odpowiadam

5 pytań matki w IT_Kasia_i_kod_blog_o_uczeniu_sie-robienia-ladnego-internetu
5 pytań matki w IT_Kasia_i_kod_blog_o_uczeniu_sie-robienia-ladnego-internetu

Zaczęła się szkoła moich synów, skończyły się wakacje, a ja czuję w końcu ten wrześniowy power. Odkąd jestem matką uczniów, hehe, rok rozpoczyna się dla mnie nie w styczniu, a we wrześniu.

Przez pierwsze dni września ogarniałam rzeczywistość szkolną i poprzyjazdową w Vancouver. Gdzieś pomiędzy zadaniami a nauką programowania, mignęła mi strona: https://dev.to/, a na niej kilka postów nietechnicznych, a rozwojowych. Devlifestyle.

Czytając posty początkujących deweloperów, myślałam o tych pytaniach, które i ja sobie najczęściej zadaje. Matka w It i

Poczytaj, jakie jest moje 5 pytań matki w IT i jak ja na nie odpowiadam.

1. Jak mam uczyć się właściwie cały czas i być jednocześnie matką?

Czas to najcenniejszy zasób. Mój i każdego innego. Nic więc dziwnego, że ciągle muszę wybierać pomiędzy czasem na swój rozwój, a czasem na coś innego. Albo kogoś innego.

Wykminiłam swoją odpowiedź na to pytanie. 

Tego, żeby się cały czas uczyć i rozwijać, uczę swoich chłopaków. Uczę ich języka polskiego, chociaż jest to trudne na emigracji. Uczę, żeby myśleli o sobie w kategoriach grow mindset, czyli jeszcze tego nie wiem, ale się dowiem. Bo to że nie umiem jeszcze, nie oznacza, że nie umiem w ogóle. Uczę ich, że nauka nie kończy się na szkole. Że nauka jest integralną częścią życia i będzie nią aż do końca.

I że na swoją naukę musimy mieć czas. 

2.  Jak mam się uczyć, kiedy dzieci są dookoła. 

Tutaj odpowiedź mam od dawna. Problemem jest moje nastawienie, bo zwykle nicnierobienie mocno mnie wkurza.

Jak dzieci są dookoła,  wtedy się nie uczę.

Nie ma bata – zresztą pisałam o tym, dlaczego zaraz po moim czerwcowym bootcampie nie mogę programować. Nie uczę się, bo dzieci, a ja potrzebuję minimum 4 godziny ciurkiem, żeby przyswoić temat. Dlatego w wakacje popełniłam błąd myśląc, że uda mi się pocisnąć JavaScript. Nie udało się, bo chłopaki co chwila przychodzili z pytaniem o grę (albo o jedzenie) i wytrącali mnie z rytmu.

Za to dobrze sprawdziło się pisanie na bloga czy pisanie na media społecznościowe oraz robienie tutoriali z CSS. 

Kiedy chłopaki są w domu, a ja nie mam zaplanowanego czasu na naukę, muszę odpuścić. I się nie irytować (nad tym wciąż pracuję).

3. Jak mam się uczyć i dbać o dom?

Ja mam prostą zasadę:  jak się uczę, to o dom nie dbam. Kiedy pracuję nad zleceniami, albo szlifuję resume, albo robię cokolwiek innego, ogólnozawodowego, to się domem nie zajmuję. Chociaż z domu pracuję.

Podłogę mam brudną. Zresztą nie tylko podłogę. Ale czysta podłoga nie jest mi do szczęścia potrzebna. Za to wysoki wpływ na poziom mojego zadowolenia ma działająca webowa aplikacja. Więc z pełną premedytacją zaprzepaszczam tytuł perfekcyjnej pani domu.

Czasami za bardzo nawet się nie staram i dzieci jedzą kanapki. Bo zwykle gotuję rano, kiedy wszyscy jedzą śniadanie.

No ale jest jeszcze ojciec dzieciom i ten usmaży naleśniki. Oraz chleb zrobi. I ser. I tiramisio. Mam super męża!

4. Dlaczego ja to robię, przecież jestem za stara na to!

z programowaniem jest trochę tak jak z emigracją. Czy jesteś za stary? No pewnie, że nie!

Mam czasami takie myśli, zwłaszcza, kiedy wszędzie widzę devów młodszych ode mnie. Myślę, że jestem za stara. Nawet się staram jakoś odmłodzić, może ciuchami, albo luzackim stylem zachowania. Ale co robić, za pracą w kawiarni nie przepadam. Daleko mi do hipsterów – chociaż nie do konca chyba wiem, co to określenie oznacza. Ja jestem dziecko lat 80tych, nauczona, że zawsze trzeba cisnąć, lojalna i “dowożąca”, choćby się paliło i waliło. Zastanawiam się, czy w zespole z młodszymi programistami, dam radę. Nie będę ciocią dobra rada.

a ty? Jesteś team #momcancode?

5. Przecież te bootcampy takie drogie, a ja powinnam odkładać na edukację synów.

Jest rozwiązanie, a nawet kilka. Można się uczyć samemu, można korzystać z darmowych kursów czy społecznych projektów uczących programowania. Ja nie miałam takich pieniędzy, więc na płatny bootcamp się nie zdecydowałam. Miałam możliwość skorzystania z dofinansowania. Ale gdybym jej nie miała, uczyłabym się sama, w domu.

I głośno o tym mówiła synom – że jak się nie ma pieniędzy na edukacje, to trzeba doceniać fakt, że jest za darmo. I starać się i pracować we własnym zakresie, ile się da. W końcu wszystko i tak zależy od własnego wysiłku.

Serdeczności!