Dlaczego po bootcampie nie mogę programować? Nie chce mi się, czy co?

nie_mogę_programować_po_bootcampie_Kasia_i_kod_blog_o_uczeniu_sie-robienia-ladnego-internetu_ciemne zdjecie z neonem reki

nie_mogę_programować_po_bootcampie_Kasia_i_kod_blog_o_uczeniu_sie-robienia-ladnego-internetu_ciemne zdjecie z neonem rekiTak jakoś wyszło, że koniec mojego Web Development Professional bootcampu zbiegł się z końcem roku szkolnego. Zaczęły się wakacje, moi synowie pokończyli zerówkę i piątą klasę, ja skończyłam swój bootcamp.

I nie mogę programować.

Święta naiwności, myślałam, że koniec roku i szkoły to nic takiego, bo motywację mam ogromną, apetyt na naukę programowania wciąż niezaspokojony, więc  problemu nie powinno być.

W końcu podczas nauki na bootcampie potrafiłam i 12 godzin “siedzieć w temacie”, i jak nie pisać kodu, to przynajmniej o kodzie myśleć. I stringi mi się śniły po nocach.

Zaczyna się oto drugi tydzień wakacji, a ja nie mogę programować. I co, i co, teraz robić?

Spisuję sobie, dlaczego mi się nie udaje. A jeśli tobie akurat się udaje, daj znać w komentarzu, a ja ci ładnie podziękuje.

powody prozaiczno-logistyczne. i psychologiczne też czyli dlaczego nie mogę programować po bootcampie

#1

Do tej pory najlepsze wyniki miałam, kiedy mogłam skupić się na kodzie przez kilka godzin z rzędu. Potrzebowałam 4 godzin, najlepiej przed południem. To jest był mój szczyt produktywności.

Ale zaczęły się wakacje i nie chcę, żeby chłopaki całe dnie spędzały na zorganizowanych zajęciach poza domem, żebym mogła pracować “na etacie”. Chcę z dziećmi pobyć, bo przez te trzy miesiące mocno się stęskniliśmy. Jednocześnie potrzebuję tych kilku godzin, właśnie na pracę, oraz żeby mi synowie domu nie roznieśli. Dlatego chłopaki zostali zapisani na półkolonie, codziennie od 9 do 11:45.

Po tygodniu wiem jednak, że to dla mnie za mało czasu i skupienie przez tych kilka godzin jest dużo płytsze.  Nie udaje mi się programować efektywnie z dziećmi w domu.

#2

Druga sprawa prozaiczno-logistyczna jest taka, że się czuję źle. Fizycznie. Przez kilkanaście tygodni moją całą aktywnością była jazda rowerem do i  z szkoły. Stres, gonienie terminów, jedzenie byle jak i za dużo, to teraz daje o sobie znać. Boli mnie. Najbardziej głowa.

Czyżby był wskazany reset komputerowy i więcej ? Chyba tak. Więcej spania, mniej programowania? Więcej zdrowego gotowania, mniej przed ekranem zajadania? Na to wychodzi.

#3

Nagle okazało się, że nie mam deadlinu na projekt i w związku z tym moja konieczność głębokiego skupienia się tylko na tej jednej rzeczy oraz pełna mobilizacja znikła.

No bo skoro mogę wszystko robić, to mogę wszystko robić. I robię. Pobieżnie, bywa że niechlujnie.

Wróciłam do internetów, pokazałam kilka razy na mediach społecznościowych, co robię, jak robię i zgubiłam uwagę po drodze.

Na bootcampie siadałam do ławki, odpalałam Visual Code Studio i pisałam. A teraz trochę popiszę, a trochę porobię zdjęć, a trochę napiszę posta na blog.

Mam otwartą skrzynkę pocztową i odpowiadam na drobne emaile dotyczące Kanady. Nagromadziło się ich sporo. Te emaile nie posuwają mojej nauki do przodu, nie pomagają mi się rozwijać w IT, ale czuję wewnętrzne zobowiązanie, żeby ludziom planującym emigrację do kraju klonowego liścia pomagać.

Podczas bootcampu powtarzałam sobie, że zajmę się odpisywaniem na emaile, jak się skończy szkoła. No i zajęłam się odpisywaniem na emaile. A za to skończył mi się czas na programowanie.

#4

Nie mam już / jeszcze żadnego wyznaczonego projektu, więc nie mam jasnej ścieżki nauki. To kolejny z powodów, które przeszkadzają mi w programowaniu. Mierna wymówka, wiem, no ale nie chodzi o wagę powodu, tylko o to, że jest.

Mam w zakładkach całe mnóstwo materiałów, których nie robiłam, ba, nawet nie zaczęłam podczas nauki w szkole, obiecując sobie, że wrócę do nich w wakacje.

Ale wracanie nie wychodzi mi, tak jak bym chciała. Zabieram się co i rusz podczas za cos małego, powtarzając sobie, że na głęboki wysiłek potrzebuję więcej czasu i konkretów.

Na szczęście mam w obwodzie kilka pomysłów. Pomysły to jeszcze nie projekty, ale o tym innym razem.

I jeszcze na drugie szczęście, mam dwa projekty dla klientów, które same w sobie dostarczają mnóstwa nauki około programistycznej. Będę się zresztą dzieliła na tym blogu, jak mi idą początki frilanserki webowej, z klientami w Vancouver. Spodziewaj się wielu historii wielu zadziwień i zaskoczeń.


Wniosek z tych rozważań na szybko? Muszę zobowiązać się do reżimu, jaki narzuciłam sobie podczas szkoły – z zaznaczeniem, że kompletny sposób nauki, jaki się  u mnie sprawdził wiosną, będę  mogła wdrożyć dopiero jesienią, kiedy dzieci wrócą do szkoły.

Narazie podgląm, jak to robią inne matki i ojcowie programiści na facebookowej grupie Kasi (która przy okazji nauczy też PHPa). W końcu jak znam życie, to inni rodzice podobnie próbują pogodzić wakacje swoich dzieci i pracę. Ha!

Serdeczności!

TL;DR: nie programuję, bo: 1. dzieci mają wakację, 2. jestem zmęczona po 12 tygodniach szkoły, 3. skoro nie muszę, mam trudność skupić się tylko na jednym projekcie, 4:nie wiem, czego uczyć się dalej. Problem uświadomiony a więc częsciowo under control 😉