Moja pierwsza komercyjna strona czyli pracując za …. obcięcie włosów

moja_pierwsza_komercyjna_strona_internetowa_Kasia_i_kod_blog_o_uczeniu_sie-robienia-ladnego-internetu_osobia_piszaca_na_komputerze

moja_pierwsza_komercyjna_strona_internetowa_Kasia_i_kod_blog_o_uczeniu_sie-robienia-ladnego-internetu_osobia_piszaca_na_komputerze

W styczniu 2018 spisałam cele w moim pamiętniczku. Jednym z nich było: chcę  mieć pierwszy komercyjny projekt webowy  przed końcem półrocza.

Nie przypuszczałam wtedy, że będę taka dumna, kiedy pierwsza moja strona internetowa na zlecenie,  ujrzy światło dzienne.

Ten dzień nastąpił 19.lipca. Strona jest lajf, śmiga, a ja puchnę.

Trochę o niej poopowiadam, ok?

Kilka myśli w temacie, jak wygląda pierwsza komercyjna strona internetowa świeżutkiego front-end developera.

 nie czekaj, aż skończysz naukę, żeby się zgłosić, komuś zrobić stronę

Miałam to szczęście, że życzliwa mi osoba, która wiedziała, że interesuję się WordPressem i programowaniem, zaproponowała, żebym wraz z nią zrobiła projekt dla lokalnego salonu fryzjerskiego. Monika, specjalistka od google analytics, zapytała się, czy chcę poćwiczyć budowę strony na płatnym wordpressowym motywie.

Byłam dopiero na początku bootcampu, myślałam, ojeju jeju, przecież ja niewiele wiem, jeszcze nigdy nie robiłam komuś strony, a co jak nie dam rady.

Nigdy nie używałam płatnego motywu z WordPressa.

Pewnie, że mogłam czekać, aż powiem sobie: “Kate, jesteś gotowa, żeby robić strony za pieniądze”.

Ale kto wie, ile przyszłoby mi czekać.

A tak, po prostu zaczęłam. Szkoła też się zaczęła, więc była dodatkowa motywacja, żeby cisnąć.

Niewielu uczniów na bootcampie od razu szuka zleceń czy zatrudnienia. A w sumie, dlaczego nie?

Trzeba się cenić, a nie psuć rynek

Mogłabym wcale nie być dumna, a wręcz powiedzieć, że celu mojego nie zrealizowałam, bo to nie  jest taka prawdziwa praca. W końcu klient zapłacił za nią …. stylizacją włosów!

“Mądrość”, że trzeba się cenić a nie psuć rynek, słyszę co jakiś czas, boczkiem w internetach. Żeby broń boże nie być frajerem i pracować za darmo.

Ja odpowiem tak – wolę pracować za darmo, niż nie pracować wcale.

Poza tym, to wcale nie było takie zupełnie za darmo. Quen odwdzięczyła mi się pełnym zestawem zabiegów i kosmetyków, które ma w salonie.

Czyli ta transakcja była bardziej barterowa. Ale jakby mnie poprosiła, to zrobiłabym też za darmo.

Dobrze jest zarabiać od pierwszego zlecenia, ale nie zawsze chodzi tylko o pieniądze.

Ja w tym przypadku nauczyłam się m.in. rozmawiać z klientem. Mało?

Nie wybrzydzać, brać, co dają!

Klientka sama wyszukiwała motwy wordpressowe, które się jej podobają.  Pewnie, że mogłabym powiedzieć, że ten jest blee, ale na początku na prawdę nie warto wybrzydzać.

Budowałam powoli, kierując się własnym, wciąż niewykształconym poczuciem stylu w web designie. I cały czas uważałam, żeby strona przypominała to, co klientka widziała w demo. Bo to ona ma być zadowolona.

Nie byłam zadowolona z tego, że motyw ma tyle wbudowanych wtyczek i page buildera. Wszystko to spowalniało ładowanie się strony, utrudniało moją pracę i ogólnie jakoś nie zachwycało.

Ale nie mnie miało zachwycać.

A jak chcę poszaleć z wyglądem i kodowaniem od podstaw, robię projekty dla siebie.

Nie ograniczać się tylko do deweloperki.

Na początku ustaliłyśmy podział obowiązków, zadań, umówiłyśmy się na dostarczenie tego i owego. Spisałyśmy wszystko ładnie w dokumencie, który wraz z folderem na tzw. assets, umieściłyśmy w chmurze.

Ale w czasie prac wyszło, że nie tylko deweloperka mnie czeka.

Na przykład zdjęcie otwierające – baner. Quen zleciła to jakiemuś fotografowi, ale ten chyba nie do końca miał pojęcie, jak taki baner ma wyglądać. W pewnym momencie to ja dzwoniłam do fotografa, prosząc, żeby zrobił dodatkowe ujęcie.

Napisałam również część tekstów dodatkowych: nagłówki czy wezwania do działania typu call to action. Niewiele te ma wspólnego z kodem, a jest częścią budowy strony.

Myślałam, że ja będę tylko kodować, a klientka dostarczy mi wszystkie rzeczy, które chce mieć na stronie.

I pewnie w idealnym modelu współpracy tak to działa. Ale świat nie jest idealny i we współpracy trzeba być elastycznym. Tego się nauczyłam.

Zabawa praca w grupie

Monika dała mi dużą swobodę w budowaniu strony. Na messangerze wskazywała, co warto poprawić, jaki ma być ostateczny efekt.

Po raz kolejny przekonałam się, że podstawą sukcesu każdej współpracy jest komunikacja i pokora.

Komunikacja, czyli pytanie i odpowiadanie, co jak ma działać i co, kiedy nie działa.

A pokora? No cóż, czasami ilość poprawek przytłaczała mnie. Ale pokora kazała mi spokojnie i bez emocji poczekać, przemyśleć i albo działać według podanych zaleceń, albo zaproponować coś swojego. Nie zamykać się i obrażać, bo ja wiem lepiej. Gdyż wcale nie wiem lepiej 😉

Strona nie kończy się… na stronie

Oprócz zdań nie-do-końca deweloperskich miałam okazję nauczyć się trochę obsługi strony przy użyciu Google Tag Managera.

Myślałbyś, że jak strona jest już postawiona, to that’s it.

A właśnie, że nie! Monika, która robi to zawodowo, opowiadała mi niestrudzenie, jakie informacje można ze strony wyciągnąć, jeśli jest do niej podpięta część analityczna.

Właściciel strony powinien wiedzieć, ile osób ją odwiedza, co kupuje, gdzie się na dłużej zatrzymuje, żeby poczytać.

Już teraz wiem, że chcąc robić strony na zlecenie powinnam mieć podstawową wiedzę z marketingu (digital marketing), żeby pomóc klientowi nawigować stroną internetową tak, żeby realizować cele biznesowe.

W przypadku naszego salonu chodzi o przekierowanie telefonicznego rezerwowania zabiegów na korzystanie z opcji online. W ten sposób osoba pracująca na recepcji miała więcej czasu na inne zadania.

Jeszcze nie mam twardych danych, jak to wygląda. Ale już wiem, jak to podpiąć pod stronę, żeby się dowiedzieć.

Serwery – bajery

Pierwszy raz miałam do czynienia z kanadyjskimi serwerami, hostingiem i przenoszeniem domeny.

Nie wszystko było takie oczywiste, jakby się zdawało.

Doświadczenie na plus.

Nie myśleć, że nie dam rady, bo nie byłam freelanserem.

Tak sobie myślę, że przecież nie wiem, jak pracować w takim modelu.  Jak się zorganizować? Gdzie pracować i o której godzinie?

Nie mam ustalonych “reguł gry”. Jeszcze.

Część robiłam w domu, z niektórymi rzeczami jechałam do Quen i budowałam przy niej. Komunikowałam się z nią mailowo, telefonicznie, czasami wieczorem i w weekendy.

Dopiero się uczę, jak życie na frilansie może wyglądać. Ale zamiast się zastanawiać, wolałam zacząć i cieszę się, że pierwsze doświadczenia mam już za sobą.

Moje co dalej po bootcampie wciąż trwa….

aaaaa byłabym zapomniała: adres strony

Masz pierwsze doświadczenia komercyjne za sobą? Jak było?