Spowiedź natręta, czyli wrażenia po moim pierwszym WordCampie

Byłam, widziałam, pracę dostałam, czyli moje wrażenia po WordCampie. Przeczytaj,kto jest największym prześladowcą na konferencji poświęconej WordPressowi (mały hint: to dziewczyna, heheh).

wrażenia_po_moim_pierwszym_wordcampie_Kasia_i_kod_blog_o_uczeniu_sie-robienia-ladnego-internetu

Ostatni wpis to był zapis moich największych wyzwań w nauce WP,  opublikowany tuż przed samiutką konferencją entuzjastów WordPressa w Vancouver. A mamy ich tutaj całkiem sporo, z Morten Rand Hendriksenem na czele.  Jest kogo słuchać i od kogo się uczyć.

Dodatkowo konferencja była świadkiem moich poczynań jako zawodowego natręta, zeby nie powiedzieć, prześladowcy. I chyba tylko słynna kanadyjska uprzejmość i grzeczność sprawiła, że nie zostałam zamknięta za klasyczny przejaw stalker’stwa.

Ale, ale prześladowanie jednej osoby na tej konferencji opłaciło mi się bardzo bo…. dostałam pracę! Trochę więcej na ten temat poczytasz na końcu posta.

Ten post to głównie wrażenia po moim pierwszym WordCampie. Które to wrażenia podsumuję już na początku: było mega!

Dużo się nasłuchałam i naczytałam o tym, jaka społeczność WordPressa jest super. Śledzę kilka osób i grup na polskim Facebooku i zawsze z zazdrością czytam relacje z różnych wydarzeń.

Największą siłą WordPressa jest jego społeczność i było to doskonale widać także na konferencji w Vancouver. Takiego przekroju ludzi zainteresowanych technologią nie widziałam nigdzie indziej. Na konferencji deweloperów Googe Cloud większość sali zajmowali biali mężczyźni, tymczasem WordCamp to arena kobiet (także wśród prelegentów). Różny wiek i pochodzenie pozwala na przekrojowe omówienie technologii i jej zastosowania.

Nie przepadam za spotkaniami, gdzie na siłę trzeba szukać tematów do rozmowy, panuje taki nieco wymuszony networkingowy sznyt. Na WordCampie nie ma tego problemu – każdy sobie porozmawia z łatwością z każdym.

Takie ogólne wrażenie  zjednoczenia wspólną sprawą (sic!) i ciepło w serduchu.

WordPress służy za silnik ponad 1/3 internetu. Jest dostępny dla wszystkich. I właśnie ta dostępność była tematem wiodącym. Oraz co Gutenberg na to.

Dostępność czyli acessibility jest solą w oku deweloperów, którzy przygotowują reactowego Gutenberga. Z wielu setek pull requestów na Githubie, dotyczących właśnie dostępności, część rozwiązano, ale całkiem sporo jeszcze zostało. I o to padały pytania podczas wykładów prelegentów z Automattic.

Czasami były to zarzuty pełne emocji, o nieliczenie się ze zdaniem społeczności WP. Albo o gotowość wypuszczenia Gutenberga w głównym pliku WordPressa nawet kosztem niedostosowania acessibility. 

Ludzie z Automattic (to firma stojąca za wordpress.com) odpowiadali, że starają się jak mogą, ale że brakuje deweloperów Reacta, którzy znają się na dostępności i chcieli by poświęcić swój czas na pomoc przy Gutenbergu. Odniosłam wrażenie, że rzeczywiście im zależy, żeby Gutenberg był dobrym produktem i jak najlepiej służył użytkownikowm WordPressa. 

Zobaczymy, jak to się potoczy dalej – ja na bieżąco czytam WP Tavern, a Ty możesz mieć wiadomości o WordPressie w swoim kokpicie, zaraz po zalogowaniu (wystarczy, że w pasku Screen Options w prawym górnym rogu zaznaczysz: WordPress Events and News ).

Gutenberg zdominował wykłady, ale było też sporo innych tematów na WordCampie.

Konferencja została podzielona na dwa główne panele: techniczny i biznesowy. Właściwie każdy wykład wysłuchałam z przyjemnością, bo w końcu to pierwsza konferencja techniczna, gdzie wiem, o co chodzi. Niektóre wykłady rozczarowały (np. ten, o testach A/B na stronie okazał się bardzo ogólny, bez podania narzędzi, które analizują takie dane dla WP).

Znalazł się prelegent, który bez skrępowania opowiadał, że z niego to jest d…pa a nie deweloper, i że on nie ma pojęcia, co robi, ale nikt w pracy nie wie, jakie są jego zadania, więc w sumie “fake it until you make it” nawet przy pomocy setki wtyczek. Cały jego wykład był jednym wielkim chichraniem się, więc podejrzewam, że trochę nagiął rzeczywistość, żeby ludzi rozśmieszyć. A nawet jeśli nie, no to cóż, w WordPressie jest miejsce dla każdego!

Bardzo podobał mi się wykład Mortena, który jest twórcą motywu deweloperskiego WP Rig. Morten zna się na programowaniu i jest twórcą wielu kursów o WordPressie na portalu edukacyjnym lynda.com. Moje pierwsze próby wordpressowe zawdzięczam jego filmikom i polecam serdecznie zwłaszcza początkującym.

Zaczęłam pracę z WP Rig jakiś czas temu i chyba czas najwyższy wrócić do niego, bo pozwala na naukę najnowocześniejszych rozwiązań deweloperskich typu PWA, jest dostosowany do Gutenberga i korzysta z CSS variables i progesywnego ładowania się styli.

Na WordCampie był też wykład dziewczyny z agencji Major Tom.  Ja będę pracować w tej agencji za tydzień. A moja rozmowa kwalifikacyjna zaczęła się właśnie na WordCampie.

O mojej nowej pracy będzie cały post, ale tymczasem chcę podkreślić jedną rzecz – dlaczego warto chodzić na takie konferencje i nawiązywać relacje (czyli networkingować ;)). Ja  wiem, że wszyscy tak mówią: “idź na meetup, porozmawiaj, bo bez tego ciężko znaleźć pierwszą pracę w IT w Vancouver”. I okazało się, że wszyscy mają rację!

Przygotowałam się przed WordCampem i wysłałam kilka zaproszeń na LinkedInie do osób, które chciałam poznać osobiście na konferencji. Jedną z nich była moja przyszła szefowa, Anna. 

Na WordCampie odszukałam Annę i … już nie spuściałam jej z oka 😉 Jak rasowy czepiacz chodziłam za nią i grzecznie nagabywałam. Nasze pogaduszki na przerwach zsumowały się w całkiem obszerną rozmowę kwalifikacyjną.  Poszłam również na wykład dewelopera z tej agencji (Major Tom) i tam z zainteresowaniem śledziłam i komentowałam treść. 

Anna mnie zapamiętała, pożegnała bardzo miło i powiedziała, że da znać w HR, aby tamci wyciągnęli moje resume (kanadyjskie CV). I tadam, dwa dni później miałam rozmowę telefoniczną (screening intrview), potem rozmowę w biurze z szefową i szefową szefowej, i za tydzień w poniedziałek zaczynam pracę! 

I tak oto mi się WordCamp naprawdę przysłużył!

A Tobie wydarzyło się coś ciekawego na tej nie-do-końca-typowo-programistycznej konferencji? Jeśli tak, koniecznie podziel się w komentarzu.

Czytałam też, że bilety na WordCamp w Europie, na rok 2019 rozchodzą się jak świeże bułeczki, więc jeśli planujesz uczestniczyć, warto się już teraz zainteresować!

I trzymaj za mnie kciuki – o mojej pracy jako web project coordinator i QA engineer napiszę już wkrótce!

1 myśl o “Spowiedź natręta, czyli wrażenia po moim pierwszym WordCampie”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *